Pin It

Niestety, tajemnicze zamieszania w bankowości na drugim końcu Europy czy decyzje anonimowych dla nas polityków mogą mieć wpływ na zawartość naszego portfela. Jo Abi, blogerka, mama i właścicielka firmy radzi, jak przeżyć czas kryzysu i zaciskania pasa.

Co byś zrobiła, gdybyś straciła wszystko: pracę, dom, oszczędności i środki na realizowanie swoich planów? Przetrwałabyś finansową katastrofę, czy załamałabyś się, bo nie byłabyś na nią przygotowana? Takimi pytaniami swój artykuł pt. „8 rzeczy, których nauczyłam się podczas finansowego krachu” zaczęła Australijka Jo Abi. Jej rodzina znalazła się w takiej sytuacji w 2009 roku, gdy stracili wszystko co do centa, czego skutki odczuwają do dziś. Z powodu kryzysu, upadku ich biznesu i kilku niefortunnych decyzji rodzina musiała rozstać się z dziesięcioletnimi oszczędnościami, mieszkaniem na kredyt, samochodem i oszczędnościami emerytalnymi. Jo Abi jest dumna z tego, że udało im się wyjść z kryzysu nie tylko pod względem finansowym, ale też że nie ucierpiało na tym jej małżeństwo. Teraz jest pewna, że nigdy więcej nie wezmą z mężem kart kredytowych, że już zawsze będą rozsądnie odkładać pieniądze, że nie wezmą pochopnie kolejnego kredytu i że będą pilnować wydatków. Dziś mówi, że życie z ołówkiem w ręku nawet zaczęło jej się podobać, bo dzięki temu zawsze wiadomo, ile się ma, znika panika związana z „zamykaniem oczu” na stan konta i łatwo jest ocenić, co trzeba zrobić żeby osiągnąć to, co się chce (kupić samochód, pojechać na wakacje) . „Są gorsze rzeczy, niż utrata wszystkich pieniędzy, ale niekoniecznie musisz stracić wszystko, by odrobić lekcje, które ja mam już za sobą.”, pisze Jo. Dlatego właśnie na portalu Mamamia podzieliła się z czytelniczkami tym, co wyniosła z finansowego krachu:

1. Utrzymuj długi na najniższym z możliwych poziomów. Owszem, powtarza nam to każdy, kto choć trochę zna się na finansach, ale często i tak wiemy swoje. Zadłużamy się u znajomych, bo nasz przelew przyjdzie „dopiero” pojutrze, a nasze karty kredytowe zawsze są wykorzystane „pod korek”. Tymczasem zapominamy, że karty kredytowe z definicji mają być ratunkiem na czarną godzinę, a nie pretekstem, by kupić nowe buty w myśl zasady, że to przecież „darmowe pieniądze”. Jeśli zaczniemy przyglądać się naszym finansom zauważymy, że procenty z kart kredytowych czy oprocentowanie pożyczek to nawet kilkaset złotych miesięcznie, które równie dobrze mogłybyśmy zaoszczędzić, by za własne pieniądze kupić coś potrzebnego. Zadłużanie się zostawmy sobie na gorsze czasy, gdy faktycznie będzie nam to bardzo potrzebne.

2. Zapisuj wszystkie wydatki. To również wiemy, jednak czy rzeczywiście się do tego stosujemy? Na szczęście, w dzisiejszych czasach szczególnie łatwo jest zapanować nad wydatkami. Wystarczy choćby zbierać wszystkie paragony, ściągnąć na telefon aplikację do oszczędzania lub zapisywać wszystko w notatniku telefonicznym czy komputerowym. Dla wielu sumy pieniędzy, które wydajemy choćby na słodycze dla dzieci, nigdy niewykorzystane kupony zakupów grupowych czy  kawę na mieście, mogą okazać się szokujące.

3. Podejmujcie decyzje finansowe razem. Nigdy nie ukrywajcie przed sobą wydatków. Oczywiście, znamy setki inspirujących scen z filmów, w których żona wraca do domu i chowa torby z nowymi butami pod łóżko, by „nie denerwować męża”. Czasem każdemu zdarza się drobne oszustwo, jednak warto wiedzieć, że to właśnie takie nieuzgodnione wydatki są najczęściej gwoździem do trumny, jeśli chodzi o finanse. Myślałyśmy, że jest nieźle, a okazuje się, że pieniądze na czarną godzinę mąż przeznaczył na naprawę samochodu i prezent urodzinowy dla kuzyna. Mąż zrobił to, bo liczył na kartę kredytową, którą jednak jego małżonka dawno już wyczyściła, płacąc za zajęcia dodatkowe dla dzieci. Właśnie tak często zaczyna się spirala długów.

4. Mieszkaj w miejscu, na które cię stać, a nie koniecznie w tym, o którym marzysz. To kolejna, bardzo bolesna zasada. Przez lata (w dużej mierze za namową banków) wmawiałyśmy sobie, że każdy koniecznie powinien zadłużać się na wymarzone nieruchomości, bo bez tego życie jest niepełne. Otrzeźwienie często przychodziło za późno, np. wtedy gdy małżonkowie z dnia na dzień tracili pracę i zostawali z comiesięcznymi kilkoma tysiącami kredytu za dom i astronomicznymi rachunkami za ogrzewanie czy dojazdy do pracy.

5. Zawsze jest coś, na czym można zaoszczędzić. Nie dotyczy to osób, które żyją w ekstremalnym ubóstwie, jednak większość z nas nawet nie wie, jak wiele może zaoszczędzić, jeśli tylko się postara. Oczywiście, przyjemnie jest mieć markową torbę, firmowe ubranka dla dzieci i reklamowany wszędzie płyn do zmywania. Jednak w czasie kryzysu lepiej jest na kilka miesięcy przestawić się na tańsze odpowiedniki tych produktów, niż bezsensownie zaciskać zęby, by finansować rzeczy, na które nas nie stać. W związku z kryzysem takie oszczędności naprawdę przestały być czymś wstydliwym, nawet w dużych miastach i wśród relatywnie dobrze zarabiających osób. Modne kawiarnie urządzają wymianę ubrań, internetowe portale skupiają tysiące mam, które chętnie zamienią się niepotrzebnymi zabawkami, a powszechna moda na ekologię podpowiada kolejne rozwiązania wiążące się z oszczędnościami.

6. Oszczędzanie może być przyjemnością. Większość z nas zachęca dzieci do oszczędzania, tłumacząc że zabawka, na którą samodzielnie się uzbierało i długo czekało, jest jeszcze cenniejsza. Dlaczego więc sami o tym dawno zapomnieliśmy? Na każdym kroku natykamy się na sygnały, że życie na kredyt jest w porządku. Odpowiada nam, że mimo niższych niż gwiazda Hollywood zarobków, możemy mieć tyle samo par butów, używać tego samego kremu i jeść w podobnych restauracjach. Przestawienie się z opróżniania karty kredytowej na wydawanie własnych oszczędności przynosi więcej radości, niż się wydaje. A przede wszystkim, wydajemy wtedy mniej, bo nie traktujemy pieniędzy tak beztrosko.


Zaoszczędziłaś konkretną kwotę? Może warto pomyśleć nad założeniem lokaty? TUTAJ możesz to zrobić bez konieczności posiadania konta bankowego!


7. Dzieci nigdy nie są za małe, by uczyć się o wartości pieniądza. Wiele rodzin, które znalazły się w trudnej sytuacji, stara się, by ich dzieci nie odczuły spadku zarobków mamy czy taty. Oczywiście, nic dziwnego, że wydatki na dziecko obcinamy na samym końcu, jednak często przesadzamy z troską o to, by dzieci trzymać pod wiecznym kloszem. Pamiętajmy, że wiele dzisiejszych mam i ojców nie chodziło na balet, karate i prywatnego tenisa i mimo to wyrośli na porządnych ludzi. W czasie kryzysu cieńszy portfel nie jest powodem do wstydu, dlatego lepiej jest wytłumaczyć nawet małemu dziecku, że po prostu nie stać nas na kolejną drogą zabawkę, niż kosztem nieopłacenia rachunków zadłużać się w sklepie z zabawkami. Bierzmy przykład z najbogatszych, którzy zachęcają już kilkunastoletnie dzieci do czasowej pracy np. w czasie wakacji.

Na podstawie: http://www.mamamia.com.au/social/would-you-survive-financial-oblivion/

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ