Pin It

Zachęcona reklamą wyruszasz do sklepu po cudowny krem, który w kilka tygodni wygładzi, ujędrni, rozjaśni, nawilży, zmniejszy przebarwienia, zlikwiduje trądzik… Zaraz, zaraz. Czy już gdzieś tego nie słyszałaś? Producenci obiecują spektakularne efekty, a bywa, że jedyne, co udaje się osiągnąć, to podrażnienie, zapchane pory i przesuszenie. Alternatywą dla tradycyjnych preparatów są ekokosmetyki. Jak działają i czy rzeczywiście są skuteczniejsze?

Eko znaczy lepsze?

Niekoniecznie. Warto wiedzieć, że popularność kosmetyków organicznych tak naprawdę nie jest wynikiem ich niezwykłej skuteczności. Jak przyznają specjaliści od pielęgnacyjnego ekotrendu, taki krem nie poradzi sobie – a przynajmniej nie w takim stopniu, jak byśmy tego oczekiwały – z przebarwieniami, trądzikiem czy rozstępami. W walce z bardzo nasilonymi zmianami skórnymi trzeba sięgnąć po ciężką amunicję, czyli preparat, w którym zamknięte są substancje będące rezultatem pracy sztabu biotechnologów. Z czego więc wynika ta ogromna popularność kosmetyków naturalnych?

Jak sama nazwa wskazuje – z naturalności. W ekokremie z prawdziwego zdarzenia nie znajdziemy parabenów, pochodnych ropy naftowej czy sztucznych substancji zapachowych. Ekopielęgnacja czerpie substancje z przyrody: w składzie kosmetyków dominują ekstrakty ziołowe, oleje roślinne, olejki eteryczne. I choć rzeczywiście uciążliwy trądzik niełatwo zwalczyć naturalnymi kosmetykami, to jest też druga strona medalu. Może się okazać, że… sam zniknie po wyeliminowaniu konwencjonalnych preparatów zawierających nietolerowane przez skórę składniki.

Decydując się na rewolucję w pielęgnacji, trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystko, co naturalne, można stosować bez ograniczeń. Wiele spośród naturalnych surowców ma silne właściwości uczulające, mogą też wysuszać skórę lub włosy bądź zapychać pory. Może się więc okazać, że po przetarciu twarzy hydrolatem różanym skóra nabierze żywo czerwonego koloru, a efektem nakładania olejów będą zaskórniki i wypryski. Przejście na naturalną pielęgnację powinno być tak naprawdę poprzedzone dokładnym przestudiowaniem właściwości poszczególnych surowców, nauką czytania etykiet i przede wszystkim – poznaniem potrzeb własnej skóry i włosów. Zdarza się, że przejściem na naturalną pielęgnacją można sobie wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Skorzystaj z gotowca

Przeraża cię ilość wiedzy, jaką powinnaś przyswoić lub zwyczajnie nie masz na to czasu? Skorzystaj z gotowych ekokosmetyków. Sięgając po krem przeznaczony do skóry tłustej, będziesz mieć pewność, że znajdujące się w nim składniki są dostosowane do typu cery. Podczas zakupów zachowaj jednak zdrowy rozsądek i… bądź podejrzliwa. Wybieraj tylko rzetelne marki, najlepiej takie, które mogą pochwalić się certyfikatem (np. Ecocert, Cosmebio, NaTrue, BDIH). Jeden z polskich producentów kosmetyków, firma Pat&Rub by Kinga Rusin posiada certyfikat NaTrue (kosmetyki znajdziesz pod TYM adresem). Wersja minimum to przyglądanie się etykietom, na których nie powinno być określeń PEG, Mineral Oil/Paraffinum Liquidum, Sodium Lauryl Sulfate czy Sodium Laureth Sulfate.

sylveco

Zrób sobie krem!

Jeśli masz ochotę nieco bardziej zagłębić się w temat ekopielęgnacji, możesz spróbować własnoręcznego „ukręcania” kremów. Sklepy internetowe specjalizujące się w sprzedaży półproduktów kosmetycznych oferują gotowe zestawy surowców i akcesoriów niezbędnych do wykonania preparatu. Wystarczy zastosować się do instrukcji i po chwili możesz cieszyć się miksturą „home made”.

Wyższego stopnia zaawansowania wymaga samodzielne komponowanie kosmetyków. To, co znajdzie się w finalnym produkcie, zależy od twojej fantazji. Możesz użyć wybranego olejku eterycznego, kwasu hialuronowego, witamin czy nawet roślinnych komórek macierzystych. Ogromną zaletą tego typu preparatów jest możliwość dostosowania ich składu do indywidualnych potrzeb skóry. Dokładasz to, co jest niezbędne, a rezygnujesz z tego, co szkodzi. Pełna swoboda.

Oleje i spółka

Łatwiejszą wersją ekopielęgnacji jest stosowanie naturalnych półproduktów jako samodzielnych kosmetyków. Największą popularnością cieszą się oleje i glinki. Są one niezwykle wszechstronne i skuteczne. Jak możesz ich używać?

Glinki (100% naturalną maseczkę z glinki kupisz TUTAJ) szczególnie cenione są ze względu na właściwości oczyszczające, rewitalizujące, regulujące wydzielanie sebum, wygładzające. Idealnie sprawdzają się w przypadku nadmiernej produkcji łoju, zanieczyszczonej i poszarzałej cery, a nawet pomagają zwalczyć cellulit.

Glinkę, np. zieloną, wystarczy zmieszać z przegotowaną wodą, wodą mineralną, hydrolatem bądź ziołowym naparem. Otrzymasz w ten sposób gęstą papkę, którą możesz rozprowadzić na skórze. Jeśli nie jesteś zadowolona z wyglądu ud i brzucha i właśnie na te partie aplikujesz mieszankę, użyj dodatkowo folii spożywczej. Owiń nią ciało i pozostaw na 20-30 minut. Jest to domowa wersja popularnego zabiegu kosmetycznego kryjącego się pod nazwą body wrapping. Maskę z glinki możesz oczywiście nałożyć także na twarz, dekolt, plecy, a gdy zmagasz się z przetłuszczaniem włosów, rozprowadź ją na skórze głowy.

Równie dużą popularnością cieszą się oleje. Do wyboru masz m.in. olej jojoba, arganowy, z pestek winogron, ze słodkich migdałów, lniany, sezamowy, oliwę z oliwek, olej rycynowy, rokitnikowy (wszystkie z nich kupisz w TYM miejscu)… Mogą mieć postać gęstych maseł, które przyjmują oleistą konsystencję dopiero po podgrzaniu, np. masło shea (nazywane również masłem karite lub olejem z masłosza). Czym się różnią?

Tak naprawdę stosowanie olejów nie jest takie proste, jak to się może wydawać. Choć skórkom wokół paznokci czy szorstkiej skórze łokci przysłuży się właściwie każdy z nich, to już więcej uwagi należy poświęcić wyborowi oleju, który nałożysz na twarz czy włosy. Cerze tłustej nie będzie sprzyjał olej nieschnący, a więc z dominującym w składzie kwasem oleinowym. Lepiej więc wybrać olej lniany zamiast oleju z awokado. Inaczej w przypadku cery suchej, która z kolei będzie wdzięczna za zaaplikowanie oleju nieschnącego.

Pewnej wiedzy wymaga również olejowanie włosów. Nie każdym kosmykom doda urody olej kokosowy czy oliwa z oliwek. Rodzaj użytego oleju powinien być dostosowany do… porowatości włosów. Co to oznacza? Stopień porowatości (niska, średnia, wysoka) zależy od ułożenia łusek i tym samym „szczelności” włosa. Jeśli łuski są mocno rozchylone, łatwo ucieka wilgoć, włosy są suche, matowe, łatwo się puszą. Masz wówczas do czynienia z pasmami o wysokiej porowatości. W ich przypadku pomocny będzie np. olej arganowy. Gdy natomiast włosy przy dotyku są gładkie, ładnie błyszczą i z większym oporem poddają się zabiegom fryzjerskim (niełatwo je np. rozjaśnić), oznacza to, że mają niską porowatość. Do pielęgnacji tego typu pasm możesz używać np. oleju kokosowego.

Zajrzyj do… kuchni

Poszukując naturalnego kosmetyku, można zajrzeć do kuchni. Wygładzający peeling bez większych trudności wykonasz, łącząc cukier z oliwą lub miodem. Nawilżającą maskę na twarz zrobisz, mieszając rozgniecione awokado z jogurtem naturalnym. Osłabione włosy wzmocnisz, polewając je płukanką z pokrzywy. Spierzchnięte dłonie wygładzisz, mocząc je w kleiku z siemienia lnianego, a twarz odświeżysz, przecierając ją naparem z zielonej herbaty.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ