Pin It

„W domu jest łatwiej, intymniej, normalniej, lepiej!” – przekonuje jedna z mam, która zdecydowała się na poród domowy i zgodziła się opisać swoje doświadczenie w książce „Domowe narodziny. Fanaberia szaleńców czy powrót do normalności?”. Pod tym tytułem podobnych opisów znajdziemy wiele, a do ich czytania warto zachęcić nie tylko zwolenników rodzenia w domu, ale również ich zagorzałych przeciwników.

Książkę rozpoczyna wprowadzenie przygotowane przez Irenę Chołuj, którą profesor Włodzimierz Fijałkowski nazwał „matką porodów domowych w Polsce końca XX w.”. Nie jest to jednak poradnik, ani publikacja naukowa, ale zbiór refleksji na temat porodów domowych, zebranych i opisanych przez osoby, które go doświadczyły. Książka powstała pod redakcją położnej Ewy Janiuk, która od ponad 20 lat przyjmuje porody oraz Emilii Lichtenberg-Kokoszki, która na łamach książki dzieli się swoimi wspomnieniami, a w zakończeniu udziela pomocnych rad, jak przygotować siebie i dom na takie wydarzenie.

Jedyną stałą bohaterką tej publikacji jest Ewa Janiuk, którą możemy poznać w różnych sytuacjach – czy to na początku swojej drogi zawodowej, kiedy opisuje swoje pierwsze zajęcia w studium medycznym, czy w chwili, gdy poddenerwowana tkwi w ulicznym korku, nie mając pewności czy zdąży przyjąć rodzące się dziecko. Nie brakuje też i takich momentów, gdzie do porodu pędzi prosto z wypadu na żaglówki, nie przebierając nawet stroju, czy w środku nocy, jadąc do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Wrocławia czy Częstochowy. I co najciekawsze – wiele tych sytuacji można poznać z dwóch perspektyw – zarówno położnej, jak i rodziców, którzy zdecydowali się urodzić swoje dziecko w domu właśnie pod jej opieką.

Rodzice i ich narodzone dzieci to kolejni bohaterowie bez których ta książka z pewnością nie mogłaby powstać. Autorki określają ich jako „nietuzinkowych”. Jak wynika z opisu zamieszczonego na końcu książki, są wśród nich lekarze, rehabilitanci, psychologowie, prawnicy, lekarze weterynarii, pracownicy naukowi, informatycy, biznesmeni, pracownicy administracji państwowej czy politycy. Jak piszą autorki: „To prawda, że prezentowane tu wypowiedzi rodziców nie są w pełni reprezentatywne, w domu bowiem rodzą tylko wyjątkowi, wysoce uświadomieni i dokształceni rodzice. Posiadający ogromną wiedzę na temat psychicznych i fizycznych, społecznych i duchowych elementów porodu. To, co chcą nam przekazać, to ich wiedza i doświadczenie – doświadczenie, które podarowało im życie”.

Swoim doświadczeniem porodów domowych nie dzielą się jednak wyłącznie położne czy rodzice. Temat zostaje też przedstawiony z punktu widzenia dziadków, czy rodzeństwa. Co istotne – „W domowych narodzinach” nie ma wyidealizowanego obrazu porodów domowych. Autorki przedstawiły tutaj różne sytuacje – również te, w których rodzice w ostatniej chwili rezygnują z porodu w domu czy ze względu na zdrowie matki i rodzącego się dziecka są zmuszeni do tego, by przetransportować się do najbliższego szpitala. Prawdziwy zachwyt nad ludzką naturą potrafi wzbudzić rozdział, w którym opisane są historie kobiet, które urodziły zupełnie same, gdyż zbyt późno poinformowały położną, bądź akcja przebiegała na tyle szybko, że ta nie mogła przybyć na czas (sporym utrudnieniem mogą być wówczas także warunki na trasie).

Nawet, jeżeli temat porodów domowych nas nie dotyczy, nie zastanawiamy się nad nim, nie zamierzamy go doświadczyć, lektura potrafi wciągnąć. Jak chyba wszystko, gdzie spotykamy się z odważnymi i szczerymi opiniami osób, które mogły doświadczyć czegoś niezwykłego. W kontekście porodów tego typu rozwiązanie jest bowiem na swój sposób magiczne, dostępne dla wybranych, tych, którzy naprawdę chcą, aby ich dziecko pojawiło się na świecie w domowym zaciszu, a tuż po porodzie mogło spokojnie zasnąć pod czujnym okiem obojga rodziców czy ciekawskimi spojrzeniami dumnego rodzeństwa (bo: „będzie miało o czym opowiadać jutro w przedszkolu”). Pytanie, jakie zostało zadane już w tytule, być może większe emocje budziło jeszcze dwa lata temu – wtedy, kiedy została wydana książka – aniżeli teraz, kiedy coraz częściej porody domowe traktowane są jako powrót do normalności niż fanaberia szaleńców. I nawet jeżeli bylibyśmy zupełnie odmiennego zdania – poznanie punktu widzenia drugiej strony chyba jeszcze nikomu nie wyszło na złe.

„Domowe narodziny. Fanaberia szaleńców czy powrót do normalności?”
Pod redakcją: Ewy Janiuk i Emilii Lichtenberg-Kokoszki
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Impuls
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 248

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ