Pin It

Czy pojawienie się na świecie nowego członka rodziny jest równoznaczne z porzuceniem własnych marzeń i planów? Czy da się pogodzić życie osobiste i zawodowe tak, aby nikt nie czuł się zaniedbywany? Marta Iwanowska-Polkowska, coach kariery i mama dwóch chłopców, jest przekonana, że zachowanie równowagi jest jak najbardziej możliwe.

Skąd pomysł na założenie firmy?

Marta Iwanowska-Polkowska: Swoją karierę zawodową zaczęłam jako trener i konsultant HR. Przez lata byłam członkiem większego zespołu. W toku rozwoju pojawiła się rola mamy, która okazała się bardzo trudna do pogodzenia z pracą dla kogoś, w pełnym wymiarze godzin. Kiedy urodził się mój pierwszy syn, miałam świadomość tego, że z moim systemem wartości ciężko byłoby mi pogodzić opiekę nad nim z pełnoetatową pracą. Miałabym poczucie tego, że muszę się komuś tłumaczyć z tego, co jest dla mnie ważne, z tego, że dziecko zachorowało i trzeba z nim jechać do lekarza. Tym bardziej, że bardzo szybko zaszłam w drugą ciążę, a opieka nad dwójką maluchów z niewielką różnicą wieku, przy braku wsparcia rodziny, okazała się prawdziwym wyzwaniem, wyzwaniem, którego skali chyba wcześniej sobie nie uświadamiałam.

Stwierdziłam, że praca na własny rachunek pozwala mi robić to, co chcę i jak chcę, zgodnie ze sobą, mając na pierwszym planie dzieci i dom. Równocześnie taka forma zatrudnienia daje poczucie samodzielnego kontrolowania czasu i tempa pracy. Mogę narzucić sobie większe tempo, ale za moment mogę też dać sobie dłuższy czas na realizację pewnych zadań, albo po prostu z pewnych projektów zrezygnować czy robić je w nocy, w dzień zajmując się dziećmi. Powstała więc koncepcja, żeby założyć firmę, którą obecnie wspólnie tworzą trzy kobiety, matki. Dbamy o to, żeby się rozwijać i, oczywiście, zarabiać, ale to wszystko dzieje się z poszanowaniem naszego rodzinnego rytmu: po godzinie 16 nie pracujemy, bo wtedy zajmujemy się dziećmi, jak maluchy są chore, to się nimi opiekujemy, jak są wakacje, to robimy sobie wakacyjną przerwę.

Ogromną zaletą Pani firmy jest z pewnością to, że właśnie tworzą ją mamy. A jak wiadomo – nikt nie zrozumie mamy lepiej niż inna mama.

M.I-P.: Tak. W wielu sytuacjach ratujemy się nawzajem. Np. gdy jedna z nas ma coś zrobić, ale jej dziecko zachoruje, to przejmujemy jej obowiązki, bądź po prostu rezygnujemy z danego projektu. Ale nie tylko mamy potrafią zrozumieć taką sytuację. Czasem klient dzwoni, gdy zajmuję się dzieckiem, które, wiadomo, bywa płaczliwe. Okazuje się, że klient potrafi to zrozumieć i umawiamy się na rozmowę na następny dzień. Kilka razy byłam na spotkaniu z malutkim dzieckiem i okazało się, że jest to możliwe.

Jako coach pomaga Pani m.in. młodym mamom w powrocie na rynek pracy. Jakie są największe przeszkody, które napotykają? Niechęć pracodawcy czy po prostu brak wiary we własne umiejętności? Brak przekonania w to, że rzeczywiście można do tej pracy wrócić i równocześnie nie zaniedbywać domu?

M.I-P.: Nastawienie pracodawców zmienia się na lepsze. Mamy są coraz bardziej doceniane na rynku pracy. Moim zdaniem głównym problemem, który blokuje młode mamy, jest utrudniony dostęp do różnych form opieki nad dziećmi. Czasem całe dochody pochłania przedszkole czy niania. Często brakuje też wsparcia rodziny, która mieszka na drugim końcu Polski. Prowadzenie własnej działalności daje możliwość zminimalizowana kosztów związanych z opieką. Istnieje też problem braku elastyczności w firmach. Obecnie sytuacja wygląda tak: mama może albo wrócić na etat, ponosząc ogromne koszty, głównie psychiczne, związane z rozstaniem z dzieckiem, albo zostać w domu bez pracy. Trzeba też pamiętać o tym, że kobieta po porodzie nie czuje się najlepiej. Burza hormonalna powoduje taki kryzys, że nawet najbardziej pewna siebie kobieta traci wiarę w swoje możliwości. Nie zapomnę, jak po kilku miesiącach po urodzeniu pierwszego syna dostałam propozycję poprowadzenia szkolenia. Byłam okropnie zestresowana, nie wierzyłam, że mogę coś wartościowego tym ludziom przekazać. Teraz już wiem, że cały czas trzeba się stymulować, czytać książki, rozwijać się, tak aby mózg cały czas pracował. Daje nam to świadomość, że jest się cały czas atrakcyjną na rynku pracy.

Mam wrażenie, że kobiety często z góry zakładają, że im się nie uda. Same tworzą w swojej głowie fałszywe przekonania i stereotypy.

M.I-P.: Uważam, że nie można popadać w skrajność. Z jednej strony rzeczywiście firma oczekuje powrotu na etat, wymaga od pracownika maksymalnego zaangażowania, tego, że mentalnie odetnie się od dziecka na te osiem godzin. Ale z drugiej strony w skrajność popadają też same matki, myśląc, że skoro przebywają na urlopie wychowawczym, nie mają możliwości rozwijania się, uczenia nowych rzeczy. Ja wybrałam pośrednie rozwiązanie. Przed pojawieniem się dzieci byłam bardzo aktywna zawodowa. Pogodziłam się z tym, że kiedy pojawią się maluchy, to one będą najważniejsze, ale równocześnie nie chciałam się zatracić. Stwierdziłam, że mogę zapisać się na jakiś kurs, uczyć się języka, uczęszczać na zajęcia w weekendy, skorzystać z form e-learningowych. Zachęcam do takiej postawy, bo to daje świadomość, że nie wycofujemy się całkowicie z rynku pracy, że nie przestajemy się rozwijać.

Agnieszka Maciąg Smak miłości

A jak konkretnie organizuje sobie Pani swoją pracę?

Moim największym sukcesem logistycznym jest realizacja sesji coachingowych po godzinie 19 i to via Skype (czyli bez wychodzenia z domu). O tej porze klienci indywidualni są wolni (bo też są po pracy), a ja mam w domu męża, który może zająć się naszymi dziećmi. Obie strony są zadowolone, choć ja może tylko czasem mniej wyspana. Zajęcia na uczelni staram się kumulować w weekendy czy popołudniami. Dodatkowo mój młodszy syn łaskawie śpi 3 godziny w ciągu dnia. Nie poświęcam tego czasu na dom, tylko na „pracę” czy rozwój zainteresowań. Ale prawdziwym kluczem do sukcesu jest wspólny kalendarz w Outlook’u z moim mężem. On dużo podróżuje służbowo, co oznacza, że ja nie mogę niczego zaplanować za jego plecami. Podobnie on – każdy wyjazd służbowy uzgadnia z szefem i ze mną. Wysyłając mu maila, mam świadomość, że na pewno o pewnych rzeczach, dla mnie ważnych, nie zapomni.

Czyli młodym mamom radziłaby Pani, żeby zachować taką równowagę, nie zatracać się ani w jednym, ani w drugim?

M.I-P.: Tak, zachęcam do tego. Staram się pomagać młodym mamom w zrobieniu takiego bilansu: czego ja chcę, na jakie kompromisy mogę pójść, jakie są możliwe działania alternatywne, co mogę zrobić, żeby zachować pewną aktywność intelektualną, mieć poczucie, że się rozwijam. Staramy się wspólnie znaleźć opcję optymalną, najlepszą z możliwych, choć niekoniecznie idealną. Kładę też nacisk na poszukanie tzw. „zasobów”, czyli osób na które można liczyć. W moim przypadku okazały się nimi sąsiadki. Często podrzucamy sobie dzieci, kiedy któraś ma sytuację podbramkową. Trzeba czasem się tylko odważyć, by zacząć, zapytać o pomoc.

Nie sądzi Pani, że jest taka presja otoczenia, że kobieta powinna siedzieć w domu z dzieckiem, a nie myśleć o karierze?

M.I-P.: Ja się akurat spotykałam z inną presją, że właśnie powinnam wracać na etat, że w kryzysie trzeba walczyć o stabilność finansową. Że dzieci wychowają się same w przedszkolu, a ja powinnam sumiennie pracować w korporacji. Myślę więc, że każda kobieta powinna podjąć samodzielną decyzję, i nazwać, a potem wybrać to, co jest dla niej najważniejsze. Ale myślę też, że pierwszy rok dziecka jest tak istotny w jego rozwoju, że warto poświęcić ten czas tylko dla niego. Nie chciałam, by moje dzieci oddzielnie spędzały czas w żłobku i przedszkolu, po 9-10 godzin dziennie (bo do pracy na etat trzeba doliczyć czas na dojazd). Stąd zaczęłam szukać elastycznej formy pracy. Ważne, by dbając o potrzeby dzieci, nie zapomnieć całkowicie o sobie. Tak naprawdę wystarczy poświęcić dla siebie kilka godzin tygodniowo, aby zadbać o swój rozwój intelektualny i to naprawdę wystarczy.


Marta Iwanowska-Polkowska – psycholog, trener, doradca/coach kariery, zajmujący się wspieraniem rozwoju klientów biznesowych i indywidualnych od ponad 10 lat. Obecnie coach w firmie NAVIGO Grupa Sp. z o.o. Z ogromnym zapałem i zaangażowaniem pomaga innym, w tym również młodym mamom powracającym na rynek pracy, definiować swoje cele, określać mocne strony, odkrywać swój potencjał, jednym słowem – rozwijać się. Jak jednak sama przyznaje, najważniejszym projektem życiowym są dla niej dzieci i rodzina. Mama dwóch chłopców: Tymoteusza (5 lat) i Rocha (2,5 roku), a także żona, partnerka, przyjaciółka. Ceni głębokie relacje z innymi ludźmi i nowe wyzwania, zarówno te w życiu zawodowym, jak i osobistym. Miłośniczka gotowania, nordic-walking, jazdy na rowerze i czytania książek. Od niedawna też stawiająca pierwsze kroki jako blogerka http://www.marta-ip.blogspot.com.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ