Pin It

Sylwia Szwed, będąc w ciąży, zaczęła szukać informacji o porodach w dosyć nietypowy sposób. Postanowiła przeprowadzić wywiady z położnymi reprezentującymi cztery pokolenia. Swoje rozmowy ujęła w książce „Mundra”, która pokazuje, jak na przestrzeni osiemdziesięciu lat zmieniały się w Polsce koncepcje porodu i kobiecości. W wywiadzie dla Siostry Ani mówi m.in. o tym, co dało jej to doświadczenie spotkania się z mundrymi.

Kim jest dla Ciebie położna?

Przed powstaniem tej książki zawód położnej dla mnie nie istniał. Wiedziałam, że położna zajmuje się porodami, ale nie wiedziałam na czym dokładnie polega jej praca. Myślałam, że położna to średni personel medyczny, jakaś pani w białym fartuszku, niemiła i opryskliwa, nikt ciekawy z kim można byłoby porozmawiać, a tym bardziej napisać o nim książkę. Teraz jest to dla mnie jeden z kluczowych zawodów dotyczących kobiecości, który ma w sobie wielką tradycję i ogromną wiedzę. Położna jest dla mnie nośnikiem takiej wiedzy, która wielu kobietom jest zupełnie nieznana. To właśnie ona wie, jak funkcjonuje twój cykl i twoja płodność, wie jak zajść w ciążę, jak wyleczyć różne zaburzenia hormonalne czy ginekologiczne. Te najpiękniejsze położne mają też garść wiedzy interpersonalnej i duchowej, chociaż brzmi to trochę kontrowersyjnie. Mądra położna potrafi dać kobiecie coś więcej niż to, co wynika bezpośrednio z jej funkcji zawodowej, medycznej. Nieczęsto zdarza się to w szpitalu, bo to dosyć specyficzne miejsce, ale myślę, że warto szukać takiej położnej.

Piszesz, że z bohaterkami swojej książki spotkałaś się z egoistycznej ciekawości. Chciałaś wiedzieć, co Cię czeka, gdy będziesz rodziła swoje dziecko. Skoro wcześniej zawód położnej dla Ciebie nie istniał, to skąd ten zwrot w ich stronę, gdy zaczęłaś szukać informacji o porodzie?

Na pewno ma tutaj znaczenie wątek osobisty. Moja pierwsza wizyta ciążowa u ginekolog, którą znam od lat, trwała dokładnie 15 minut. Gdy poszłam do położnej, wizyta trwała godzinę. W tym czasie położna zapytała mnie o imię dziecka, wypytała o wszystkie choroby kobiet w mojej rodzinie, przyjrzała się mojemu zdrowiu i wynikom, kazała mi zrobić dużo więcej badań niż lekarka, wypowiadała się nawet na temat mojej cery i interesowała się moimi emocjami. Spojrzała na mnie całościowo i to mnie bardzo ujęło. Zainteresowało mnie to, jak podmiotowo położna traktuje pacjentkę oraz jaką intensywną relację z nią nawiązuje.

Wiedza lekarska jest bardzo upowszechniona. W podręcznikach na temat ciąży i porodu często wypowiada się lekarz i to on ciągle występuje w programach telewizyjnych. Jego zdanie zawsze będzie znaczyło więcej niż zwykłej położnej. Po prostu bardziej ufamy lekarzom, traktujemy ich wyjątkowo. A ja nagle odkryłam, że są też położne, które mają fantastyczną wiedzę na temat kobiecej fizjologii. Jedna z bohaterek książki mówi, że to najstarszy zawód świata. Od zawsze istnieli przecież znachorzy i tzw. mądre baby na wsi, które pełniły funkcję leczniczą. Chciałam poznać ich doświadczenie. Ważne dla mnie było też to, że ten zawód w 99,9% wykonują kobiety. To ciekawa przestrzeń do obserwacji społecznej, co w dzisiejszych czasach oznacza zawód stricte kobiecy.

Czy Twój ginekolog poinformował Cię o tym, że od 21. tygodnia ciąży masz prawo do bezpłatnych spotkań edukacyjnych z położną?

Nie. To starsza pani i to smutne, ale ona nawet nie informuje mnie do końca jakie podaje mi leki i po co to robi albo co oznaczają poszczególne badania. Chodzę do niej z sentymentu, to taka typowa relacja w tzw. systemie biomedycznym, a nie biopsychospołecznym, w którym liczy się też dobrostan psychiczny pacjenta. Myślę, że dla niej, tak jak i dla większości lekarzy, położna pojawia się dopiero na ostatni moment ciąży, gdy kobieta ląduje na sali porodowej. Teraz, gdy doświadczyłam innego spojrzenia na sprawy ginekologiczne, stałam się bardziej krytyczna wobec lekarzy. Już nie wystarczą mi proste odpowiedzi, tylko dopytuję, szukam. Teraz wiem, jak ważne jest to jaką wybierzesz położną czy jakiego wybierzesz lekarza. To ma bardzo duże znaczenie.

Czy spotykałaś się z położną, aby przygotować się do porodu?

Tak. Na szczęście mam taką „nawiedzoną” koleżankę, która w moim środowisku rodziła jako pierwsza i to w dodatku w domu, z położną. Dużo opowiadała mi o tym doświadczeniu, oswajała mnie z tematem, chociaż nie myślałam jeszcze wtedy o dziecku. W momencie, gdy byłam w ciąży, stało się dla mnie jasne, że chcę spróbować urodzić w domu, ale nawet gdyby nie było to możliwe, to i tak chcę, aby była ze mną położna. Po prostu wiedziałam, że chcę rodzić z konkretną kobietą, którą znam z imienia i nazwiska. W ten sposób trafiłam na Marię, z którą rodzą teraz wszystkie moje koleżanki.

W „Mundrej” piszesz, że dzieje położnictwa to tak naprawdę historia kobiecego ciała oraz że położne stały się dla Ciebie przewodniczkami po tej sferze.

Dokładnie! Nie ma co ukrywać, że rodzenie dotyczy właśnie naszej pochwy, szyjki macicy i macicy. W trakcie przygotowywania się do tej książki i rozmów z położnymi okazało się, że stosunek do tych narządów i traktowanie je przez położne, położników, lekarzy, znachorów, zmienia się w czasie. Doświadczenia naszego pokolenia różnią się od doświadczeń naszych matek. Wszystkie kobiety rodzą tak samo, wszystkie mamy te same narządy, których potrzebujemy, aby urodzić, ale rodzenie jest w dużej mierze kwestią kulturową. Inaczej rodzi się w Polsce, w Afryce, a jeszcze inaczej w Grenlandii. Np. w Tanzanii kobiety w ogóle nie płaczą przy porodzie, bo nie ma przyzwolenia społecznego, aby w ten sposób przeżywać ból. Jola Petersen mówi w książce o tym, że wody płodowe Innuitek pachną tranem… I właśnie to jest historia kobiecego ciała. Położne często to podkreślają, że mamy taką samą budowę jak nasze praprababki i tak samo jak one jesteśmy zdolne do rodzenia. Jedyne co dynamicznie się zmienia, to podejście do tego ciała. Dotyczy to np. nacięcia krocza. Prawie każda z naszych matek była nacięta. Nacięcie było rytuałem związanym z porodem, sformalizowanym przez ówczesną medycynę. Jedna z bohaterek książki opowiada o tym, jak tłumaczono jej, że nacięcie krocza to najlepsze co może spotkać kobietę, bo chroni ją przed wieloma komplikacjami. Dzisiaj takie podejście uważa się za skandaliczne, a samo nacięcie za coś bardzo niekorzystnego dla kobiety.

Medycyna jest uwarunkowana kulturowo. Zrozumiałam to właśnie dzięki rozmowom z położnymi. Już wiem, że za kilka lat pojawi się jeszcze jakaś inna teoria na temat kobiecego ciała, która wywróci do góry nogami nasze widzenie porodu. W tych historiach opowiedzianych przez mundre czuć to, jak Polki na przestrzeni lat zmieniały swoje nastawienie do piersi, narządów płciowych, wydzielin.

Co Ci dała ta książka?

„Mundra” dała mi jakieś medyczne zawieszenie. Przygotowując się do tej książki po prostu obkułam się z położnictwa i powiedzmy, że wiem teraz trochę więcej niż przeciętna Polka. Dzięki temu stałam się bardziej świadomym pacjentem i to na różnych polach. Zdobyłam też większy dystans do szpitala jako instytucji. Wiem, jak wygląda od środka, z perspektywy osób w nim pracujących. To system, w którym często robi się to, co po prostu wynika z procedur, a niekoniecznie to, co leży w interesie pacjenta.

Ta książka zbiegła się z nowym etapem w moim życiu. Teraz jestem już inną dziennikarką niż przed. Urodziłam dziecko i musiałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Te położne, te mądre baby, które w większości są starsze ode mnie, jakoś poklepywały mnie cały czas po plecach, mówiąc – „będzie dobrze”, „mnóstwo kobiet to przeżyło”, „ja też tak miałam”. Stworzyły sabat czarownic, aby przekazać mi to, co mają najlepszego – swoje doświadczenie. To było fajne i wspierające.

Czego nauczyłaś się od swoich mundrych?

To nie są jakieś wzniosłe myśli, tylko szczegóły, różne małe rzeczy. Najbardziej podobało mi się to, że one tak bardzo się różnią, reprezentują inne światopoglądy. Pokazały mi, że to jak wykonujesz swój zawód, bardzo zależy od tego, jakim jesteś człowiekiem, jak bardzo wrażliwym. Kwestie duchowe też są dla nich bardzo ważne i to wzbudziło mój szacunek, że pracując można tak wiele czerpać z wiary.

Położnictwo to kopalnia ważnych wątków. Które z nich to wciąż tematy tabu?

Myślę, że takim tematem jest śmierć. W szkołach rodzenia na pewno nie powie się kobietom o tym, że na całym świecie utrzymuje się umieralność okołoporodowa i wynosi 5 promili, że umierają zarówno matki, jak i noworodki. Teraz nawet nie przychodzi nam to do głowy, że nasz poród mógłby się zakończyć śmiercią. Jedna z położnych opowiadała mi, że jak kiedyś akuszerka wracała z wiejskiego porodu, to pytano ją, czy dziecko przeżyło, czy nie. Śmierć była czymś naturalnym, to się po prostu zdarzało. Teraz jest to moim zdaniem największy temat tabu.

„Nastawienie do położnych odzwierciedla stosunek społeczeństwa do kobiet” – powiedziała Jola Petersen, jedna z Twoich rozmówczyń. Co to mówi o naszym społeczeństwie?

Jola jest dla mnie przykładem takiej położnej, która widzi więcej niż inni. Przez doświadczenie pracy w Skandynawii ma ogromną skalę porównawczą. Jej słowa to esencja. Położne to przede wszystkim osoby, które funkcjonują w systemie szpitalnym. Rozmowy z „Mundrej” pokazują, jak szpital położniczy jest skonstruowany. To instytucja zarządzana głównie przez mężczyzn. To mężczyźni pełnią tam funkcję ordynatorów czy dyrektora. Status położnych jest niski. Lekarz na ogół nie pyta położnej o zdanie, nie konsultuje z nią żadnych decyzji, pomimo tego, że zanim on się zjawi, ona zdążyła już spędzić z pacjentką kilka godzin i ma jakąś opinię na temat jej sytuacji. To dla mnie odzwierciedla stosunek do kobiecego głosu także w dyskusji publicznej.

W Europie zawód położnej jest bardzo szanowany. Myślisz, że my też zmierzamy w tym kierunku?

Nie tylko zawód położnej, ale również zawód pielęgniarki jest bardziej ceniony. Mam wrażenie, że u nas lekarz jest tak wysoko wyniesiony, że po nim nie ma długo, długo nic. Nie zauważamy pracy pielęgniarek, położnych, salowych czy sprzątaczek, czy pań pracujących w rejestracji. Wiesz jaką pielęgniarki mają trudną robotę? One często muszą fizycznie opiekować się dużo większymi od siebie mężczyznami czy kobietami, poświęcając swoje własne zdrowie. A my, pacjenci, jakoś nie chcemy tego cenić. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni. To już powoli zaczyna się dziać. Myślę, że sam fakt, że pacjentki przekazują sobie pocztą pantoflową informacje o sprawdzonych położnych, ma duże znaczenie. Kobiety zaczynają zauważać że położne są wykształcone, niezależne, perfekcyjne, że są ekspertkami w temacie fizjologii oraz, że cały czas się szkolą i wchodzą w kolejne sfery, jak karmienie, połóg, depresja poporodowa, poronienie, strata dziecka. Same dla siebie organizują szkolenia i warsztaty, np. z szycia krocza. Uczą się szyć na kawałku mięsa. Do tej pory ten zabieg wykonywał tylko lekarz, bo niestety młode położne nie ćwiczą tego na studiach. Z jednej strony zmieniają się więc Polki i ich podejście do położnych, ale zmieniają się też same położne, oczywiście nie wszystkie, ale jakaś ich część.

Czy „Mundra” otworzyła jakiś nowy rozdział w Twoim życiu?

To dla mnie ważna rzecz, która mnie jakoś opisuje i umiejscawia zawodowo. To jest odwaga wyjścia z czymś swoim, pomimo tego, że to są tematy, które nie są nośne i naprawdę nie dla wszystkich łatwe. Cieszę się, bo są też tego realne owoce. Jedna z moich koleżanek powiedziała ostatnio, że zawsze panicznie bała się porodu i myślała o cesarce, a po przeczytaniu tej książki chce rodzić naturalnie. To niesamowite, że „Mundra” ma realny wpływ na czyjeś życie.


Sylwia Szwed (ur. 1983) – reporterka, ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim i Polską Szkołę Reportażu, przez dwa lata pracowała w dziale miejskim „Super Expressu”. Obecnie współpracuje z „Wysokimi Obcasami”. Publikowała w wielu gazetach ogólnopolskich i zbiorach reportaży. Autorka książki „Mundra”, w której rozmawia z przedstawicielkami czterech pokoleń polskich położnych.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ