Nigdy nie planowałam, jaką będę mamą – rozmowa z Barbarą Kurdej-Szatan
Pin It

Zdobyła serca wielu Polaków dzięki roli uroczej konsultantki popularnej sieci telekomunikacyjnej. Od tego czasu jej kariera nabrała niesamowitego tempa. Gra w teatrze, na planie serialu i komedii romantycznych, w wolnych chwilach śpiewa z zespołem. Jest szczęśliwą żoną Szatana – Rafała Szatana. A co najważniejsze –mamą ich 3-letniej córki, która ma zadatki na artystkę. Zapraszamy do rozmowy z Barbarą Kurdej-Szatan.

Można powiedzieć, że wraz z urodzeniem córeczki zamiast zwolnić, Pani kariera przyspieszyła – najpierw udział w X-Factorze z zespołem Soul City, potem w reklamach Play. Teraz nowe propozycje serialowe i filmowe. Czy dziecko daje taką energię do pracy?

Energię do życia miałam od zawsze. Urodzenie dziecka dało mi natomiast ogromne spełnienie wewnętrzne i poczucie, że to co najważniejsze, jako kobieta – już zrobiłam (śmiech). Dzięki temu nie przejmuję się wieloma rzeczami,  które kiedyś mogły na mnie wpływać. Największa troska i uwaga skupiona jest na Hani. Oczywiście są w pracy lepsze i gorsze dni, jedne bardziej męczące i nerwowe, inne mniej, ale macierzyństwo daje mi po prostu dużą pewność siebie.

Gra Pani na deskach teatru, w najpopularniejszym w Polsce serialu, niedawno odbyły się premiery dwóch komedii z Pani udziałem. Jak udaje się to wszystko pogodzić z obowiązkami rodzica?

Mam to szczęście, że mam męża, na którym mogę zawsze polegać. Mamy też rodzinę, która nas mocno wspiera. Zawsze możemy liczyć na rodziców, mimo że mieszkają daleko od nas. Mamy nianię, która nam pomaga, gdy zaistnieje taka potrzeba. Fakt, że pracuję na planie serialu i reklamy, zagrałam w dwóch  filmach, nie oznacza, że cały czas nie ma mnie w domu. Tryb mojej pracy jest nieregularny. Czasem pracuję przez kilka dni z rzędu, a zdarza się, że mam cały tydzień wolnego. Natomiast osoby oglądające mnie w telewizji mylnie odnoszą wrażenie, że pracuję 24h/dobę (śmiech). Są dni, że pracuję codziennie, są takie gdzie gram tylko w wieczornym spektaklu, a cały dzień mogę poświęcić domowi. Podobnie z porannymi spektaklami – po nich mam resztę dnia do dyspozycji rodziny. Nie pracuję po 8-10h codziennie jak wiele osób, ale czasem po 3-4h, a czasem od rana do wieczora. Jestem zaangażowana w wiele projektów, ale dla mnie jest to ogromne wyróżnienie. Każdy aktor po szkole teatralnej pragnie otrzymywać propozycje i pracować, jak w każdej innej branży. Jest to taki zawód, że miesiącami można nie robić nic. Dlatego tym bardziej cieszę się, że mam tę pracę i chodzę do niej, jak każdy normalny człowiek!

W serialu „M jak Miłość” gra pani nianię małego chłopca. Jak wygląda praca z dzieckiem na planie? Jak okiełznać dziecięcą energię i skupić jego uwagę?

Na pewno praca idzie troszkę wolniej. Jest to duże wyzwanie, choć Felek jest niesamowicie zdolnym dzieckiem i wskazówki od reżysera łapie w mig. Nie ma także problemów ze zbyt dużą  powtarzalnością scen. Ale oczywiście jest to tylko dziecko – bardzo ruchliwe i gadatliwe, czasem nam gdzieś ucieka. Na przykład: mówi, że idzie do toalety, a po 20 minutach znajdujemy go w busie z jedzeniem. To jest bardzo zabawne. Ma mnóstwo dziecięcej energii, ale uczy się pracy i skupienia na planie, jak dorosły. Wszystko robi na tzw. „czuja” i dzięki temu, jako aktor jest niezwykle prawdziwy i naturalny . Oczywiście jako chłopiec, jest małym łobuzem. Śmieje się, czasem przeszkadza, biega, ale jest to dla wszystkich bardzo przyjemna praca.

Zanim urodziła się Pani córeczka, na pewno miała Pani jakiś pogląd na macierzyństwo, plan na wychowanie dziecka. Czy udało się go wypełnić? A może córka wywróciła wszystko do góry nogami?

Jestem osobą, która nie planuje za dużo na przyszłość, ani nie zakłada, że coś na pewno się wydarzy. Nawet teraz – nie wiem, co będę za jakiś czas robić, czy będę pracować, czy nie. Tak samo było z dzieckiem. Wraz z mężem bardzo chcieliśmy je mieć, po kilku miesiącach starań udało się, zaszłam w ciążę. Nie zastanawialiśmy się, jak będzie, gdy się urodzi. Ważne było dla nas to, że kochamy się i jesteśmy razem. Wiedzieliśmy, że sobie po prostu poradzimy. Nigdy nie planowałam, jaką będę mamą. Miałam w środku zakodowane, jak wychowywali mnie moi rodzice i wartości, które wyniosłam z domu, chciałam przekazać córce. Nie wychowuję według jakiegoś narzuconego schematu. Z jednej strony staram się być stanowcza, ale z drugiej – daję Hani dużo luzu. Do tej pory taka metoda zdawała egzamin. Hania ma teraz 3 latka i jest niesamowicie rozbrajająca. Muszę przyznać, że zaczyna wchodzić mi na głowę, ale sama „daję się” jej i ona to czuje (śmiech). Wydaje mi się, że uzupełniamy się z mężem, jeśli chodzi o wychowanie naszej córki.

drewniane zabawki

Czyli nie jest to wychowanie oparte na książkach i poradnikach?

Nie, absolutnie nie. Nigdy nie byłam osobą, która szuka w książkach odpowiedzi na to, co ma zrobić i jak się zachować w danej sytuacji. Radzę sobie sama i zawsze robię to, co czuję. I tak jest w wychowaniu. Wychowuję tak, jak czuję i jak uważam, że jest dobrze. Takim jestem człowiekiem. Oczywiście często pytam o zdanie moich rodziców, ale nigdy nie byłam książkowa w tej kwestii. Nieraz koleżanka namawiała mnie do wielu naukowych metod w rozwiązywaniu problemów – czy to z mężem, czy z dzieckiem. Ja jednak nie czuję takiej potrzeby i chyba… daję radę.

Czy macie z córką jakieś wspólne rytuały, np. czytanie bajek, wspólne zabawy, kąpiel, śpiew…

Taaaaaak! Uwielbiamy się z Hanią kąpać. Choć dla mnie oznacza to jedno – zaśnięcie razem z córeczką po kąpieli (śmiech). Oczywiście zawsze przed snem czytamy książki, ostatnio „Bolka i Lolka”. Hania uwielbia też oglądać bajki Disneya, w których jest mnóstwo pięknej muzyki.

To znaczy, że odziedziczyła talent muzyczny po rodzicach?
Zdecydowanie tak. Wszystkie piosenki, które usłyszała już zna, ma niesamowitą pamięć muzyczną. Bezbłędnie powtarza melodie, zaczyna zapamiętywać coraz więcej tekstów. Ostatnio nawet powtarzała choreografię do piosenki „Mam tę moc” z filmu „Kraina Lodu” – śpiewa wykonując obroty, ruchy rękoma, podskoki (śmiech). Odgrywa role i wciela się w postacie. Koniecznie musimy ją zapisać do szkoły musicalowej!

Zdarza się Pani zabierać córeczkę na próby teatralne albo koncerty?
Gdy grałam w „Deszczowej Piosence” Hania miała kilka miesięcy, więc była cały czas obok. Gdy miała pół roczku, cały spektakl, który akurat grała moja dublerka, przesiedziała na moich kolanach, uważnie oglądając to, co się dzieje na scenie. Kilka razy była na bajce „Bromba w sieci” w Teatrze 6. Piętro. Ostatni utwór, który kończy ten spektakl, Hania już umie i śpiewa razem z aktorami cały refren. Córka uwielbia też chodzić z nami na koncerty. Mimo że siedzi na widowni z babcią albo z nianią, to często wchodzi do nas na scenę. Jest to dla mnie naturalne, że gdy córa wyciąga do mnie ręce, zabieram ją na scenę. Już trzy koncerty zagrałam z nią na kolanach (śmiech). Wszystko wskazuje na to, że pójdzie w nasze ślady!

A jak córka reaguje na mamę w telewizji?

Gdy Hania miała roczek, pierwsze reklamy z moim udziałem były już emitowane, także jest przyzwyczajona do tego, że widzi mamę w telewizji. Teraz oczywiście jest bardziej świadoma i gdy tylko się pojawię, woła: „Mamo zobacz, to Ty!”.

W trzech słowach, jaką jest Pani mamą?

Bardzo troskliwą, cierpliwą, czasem zbyt uległą (śmiech), ale staram się być stanowcza. Daję córce dużo wolności, jednak wszystko z umiarem. Wskazuję na to, co jest dobre, a co złe. Chwalę ją, często przytulam i mówię, że bardzo ją kocham!

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ